O czym teraz myślisz?

•Listopad 17, 2010 • Dodaj komentarz

Oni tak mają.
Siedzą i myślą z racji nadmiaru wolnego czasu. Poprawka! Nawet wtedy, gdy czasu nie mają to i tak myślą. Wtedy zaczynają się problemy… Myślą o tym, co ich gniecie. Problemy, których z niewiadomych przyczyn nie rozwiązują. Boją się. A czego? Konsekwencji czynów. Ale to nie znaczy, że lepiej nie robić nic.
O problemach mówią sami w sobie. W środku. Do siebie. Boją się wykrzyczeć światu co ich gniecie, bo mają inne spojrzenie na otaczającą ich rzeczywistość. Inne, czyli pewnie gorsze, według reszty społeczeństwa.

Są wrażliwi. Myślą zawilej, tworząc sobie co raz to nowe problemy.
Zazwyczaj komunikują się wyrażając swoje myśli tworząc. Malują, komponują, rysują, etc, oddając światu cząstkę swoich przemyśleń.

„Albo w jedną stronę, albo w drugą!”. „Za dużo myślisz”. „Nie cackaj się z samym sobą”.
Co jeszcze? Nic, bo przekaz tego tekstu stałby się zbyt oczywisty.

M.

Zero.

•Listopad 2, 2010 • Dodaj komentarz

Dawno nie pisałem. Nadrobię. Prawdopodobnie.

Siedząc/leżąc na łóżku i rozkminiając o wszystkim mam nagły przypływ myśli i mógłbym pisać i pisać..ale kiedy siadam przy komputerze, wszystkie myśli zamieniają się w nicość i moją głowę ogarnia pustka. Na szczęście chociaż jedna myśl została nienaruszona:

Jakie to okropne, że istnieją takie paradoksy, jak ten: Człowiek musi zakładać maskę, jeśli chce zachować twarz.

M.

•Lipiec 6, 2010 • Dodaj komentarz

Dopiero teraz zaczynam dostrzegać niektóre rzeczy, o których nie chciałem wcześniej nawet dyskutować sam ze sobą. Bałem się dopuścić do głosu rozsądek. Powracają stare myśli, które dawno przeminęły. Na szczęście już nie mają postaci obaw i wątpliwości. Po prostu lądują na liście pod tytułem: „A nie mówiłem?”.

M.

•Lipiec 3, 2010 • Dodaj komentarz

Kładę się, budzę się, jem, nie jem, robię to, tamto, zatajam myśli sam przed sobą, stosując przepisy załagadzające… Jestem sobie. Lecz czasem rzeczywistość puka do mojej głowy i pyta, czy wszystko w porządku, czy jeszcze kojarzę, co się dzieje dookoła mnie. Chowam się wtedy, boję się. Uciekam… w zapomnienie.
W zapomnienie…

M.

Like a song.

•Czerwiec 20, 2010 • Dodaj komentarz

„Od kiedy odszedłeś, nie mogę o Tobie zapomnieć. Jesteś jak piosenka, która krąży w mojej głowie… Lecz jak mogę mieć żal, to przecież było tak dawno temu. Co było nie tak? Może powiedziałam coś złego?… Drogi Czasie, zrób coś, żeby to minęło jak najszybciej. Albo wróć mnie do tamtych czasów, w których byłam tak mocno wtulona w jego ramiona… Całe popołudnie ta sama piosenka jest we mnie. Odchodząc zostawiłeś we mnie zapalone światełko…moja miłości. Dobrze pamiętam to uczucie, kiedy mnie do siebie przytulałeś. Czasie, przyspiesz to wszystko, albo zdecyduj, czy wróci do mojego szczęśliwego serca..”


9.8

•Czerwiec 14, 2010 • Dodaj komentarz


Kilka dni temu meteoryt prawie spadł mi na głowę. Na szczęście spalił się w atmosferze i cholera wie, co z niego zostało. Z piątku na sobotę ktoś zatłukł pewnego pana, na śmierć. Dwie, może trzy godziny wcześniej podawałem mu rękę na „do widzenia”. Dziś zaś obudziła mnie burza, a przyrządzając kopytka szukałem zamrażarki pod zlewozmywakiem.
Ostatnio dzieje się dużo złego. Rozkminiałem trochę o końcu świata. Może to zbieg okoliczności z tym kalendarzem Majów… No bo przecież grudzień 2012 będzie za 2,5 roku, a ostatnie wydarzenia – co raz częstsze katastrofy, powodzie etc. dają nam dużo do myślenia. Żyjmy więc pełnią życia, ale rozważnie… Wszak każda może być naszą ostatnią i nie doczekamy końca świata.

Nad innym zaś tematem rozmyślanie odłożyć musiałem na następną okazję. Pożyjemy, zobaczymy…
Niżej parę zdjęć z sesji z Zuzią.

M.

9.7

•Czerwiec 3, 2010 • Dodaj komentarz

Nie poznaję już tego wszystkiego, co mnie otacza. Chyba liczyłem na coś innego… Może miałem nadzieję, że jednak będzie TAK, tylko muszę poczekać. Więc zamknąłem oczy i czekałem. Czekałem, aż ktoś mi je otworzy kiedy już wszystko będzie dobrze.

…Lecz może to ktoś inny powinien otworzyć swoje oczy?

M.

Enter title here

•Maj 24, 2010 • Dodaj komentarz

Jeszcze tylko szybki podgląd wordpressa, żeby sprawdzić, kiedy ostatni raz tu coś napisałem… 29 dni! Oł… Zaległości, zaległości…
Zajęty byłem, matury były, trochę się do nich uczyłem i jakoś je przetrwałem. Ustne poszły cacy, sam się nie spodziewałem, że tak dobrze będzie. Nikt się tego nie spodziewał.
Praca jest, pieniążki przybywają. Okazje są, by je wydać, więc ubywa ich w lekko zastraszającym tempie mimo, że już 6 dni nie palę (i jest mi z tym dobrze i łatwo). Mój zegar biologiczny jest co chwilę przestawiany. Dziś obudziłem się o 8:20, a z przedwczoraj na wczoraj poszedłem spać o 5:00, bo do 4:30 pracowałem. I nie czuję, że mam jeszcze przed sobą lekko ponad 4 miesiące wakacji…

Łapię dzień, łapię każdą sekundę. Przeżywam ją tak, jakby miała być ostatnią dobrą chwilą w życiu. Co za to dostaję w zamian?
Stanęliśmy w miejscu zamiast zdobywać wszystko dookoła i piąć się co raz wyżej? Stoimy w miejscu i zdobywamy „okejki” tylko po to, bo to fajne i można to robić przy okazji? Czy tylko mi się wydaje?
Ogólnie to jestem szczęśliwy.

M.

9.2

•Kwiecień 25, 2010 • Dodaj komentarz

Chyba nigdy nie będę tak do końca zadowolony z siebie. Nauczyły mnie tego osiągnięcia innych osób.

„Co z tego, że ja [coś tam], kiedy on/ona [coś tam innego, lepszego]?”
Czemu w takim razie ja sam nie starałem się robić czegoś, z czego bym był zadowolony, porządnie się do tego przykładając? Ano dlatego, że już w fazie projektowania zamiaru zrobienia czegoś włączała mi się blokada. Ta blokada to chyba skutek tego, że słyszałem od pewnej osoby takie słowa, po których odechciewało mi się robić czegokolwiek. Po prostu uświadamiały mnie one, że jestem beznadziejny i do niczego w życiu nie dojdę.
Czas więc z tym skończyć. W sumie już od dłuższego czasu starałem się nie dopuszczać takich myśli do głosu, ale teraz pora coś zrobić ze sobą. Nie żebym nie robił nic, bo robię. Tylko coś jeszcze by się przydało…więcejwięcejwięcej. Chcę wykorzystać to, co mam, co umiem, wykrzesać coś z siebie. Daleka droga do tego, żeby ktoś powiedział mi „No…to ci się udało!/Ale to było dobre!” czy coś podobnego. Choć ostatnio w ramach wspaniałego treningu myśli, kreatywności i skupienia, czyli czwartkowego Jam Session, gdzie spiąłem się i stawiłem czoła dużo lepszym muzykom ode mnie (o ile można tak nazwać coś co było po prostu wspólnym graniem na pełnej improwizacji), ktoś przyznał, że naprawdę dobrze mi szło i wszystko się ładnie zgrało… No niech będzie.
Dziękuję, że widzisz…doceniasz…

No, to ten.. do roboty!

M.

Dziewięć.

•Kwiecień 21, 2010 • Dodaj komentarz

Komu ufać? (…)
Rozsądkowi, emocjom czy ludzkim ściemom?
Czy wierzeniu, że czasy się zmienią?
Że myśli dojrzeją, że ludzie coś wiedzą ale nie powiedzą?
Że zmieni się świat? (…)

Ten cytat już się pojawił, kilka wpisów temu. Dziś wracam do niego i… zastanawiam się, co mam ze sobą zrobić.

Serce boli co raz bardziej.
Ja płonę.

M.

8.9

•Kwiecień 12, 2010 • Dodaj komentarz

Podążam w dobrym kierunku, jestem tego pewny. Jeszcze parę spraw trzeba ogarnąć…
i będzie naprawdę dobrze.

Udowodnię, że osiągnę zamierzony cel. Udowodnię. Osiągnę.

M.

8.8

•Marzec 23, 2010 • Dodaj komentarz

„Chcę być dobry, o tym wiem. A więc muszę w sobie spalić cały gniew.”

Najpierw film i zdrowe przemyślenia, osobiste podziękowanie reżyserowi, potem powrót do rzeczywistości. Życie czasami jest znośne. A potem daje o sobie znać, że jednak nie można nie być czujnym. Zawsze coś czai się za rogiem. Zawsze ktoś tylko czeka na twój najmniejszy błąd, by następnie pokazać ci, jaki jesteś beznadziejny, albo że źle coś rozegrałeś.
Czuję, że jestem silniejszy, niż kiedyś, choć wiem, że przez długi okres czasu stałem w miejscu, nie rozwijałem się. Teraz trzeba jeszcze trochę dojrzeć. Uświadomiłem sobie, że za bardzo mam na wszystko wyjebane.. To się kiedyś źle skończy (oczywiście tylko i wyłącznie dla mnie, bo nikt inny się tym nie przejmie), no bo ileż to głupi może mieć szczęścia.
W sumie to mamtrochę za dużo szczęścia. I za mało jednocześnie. Zależy o co chodzi. Chciałbym być w pewnych sprawach mądrzejszy, a może raczej rozsądniejszy (choć jedno drugiego nie wyklucza), a w innych sprawach po prostu potrafić łapać i zatrzymywać szczęście.

J e s t e ś  d l a  m n i e  b a r d z o  w a ż n a ,  p a m i ę t a j. . .

M.

8.0

•Marzec 9, 2010 • Dodaj komentarz

Coś zaczyna się ostatnio klarować to moje jestestwo.
Tydzień temu rzuciłem palenie, bo mi nie smakowały już papierosy (to nie był nałóg, tylko po prostu lubiłem sobie czasem zapalić). Powoli zaczynam się ogarniać. Zbieram w sobie siły, które po chwili są niszczone przez nerwy i…takie tam. Co jeszcze się poprawiło? Na dużo rzeczy, które mi przeszkadzały zacząłem mieć po prostu wyjebane.

___
Parę zdjęć z dzisiejszej (1/3) sesji strażackiej:

7.9

•Marzec 2, 2010 • Dodaj komentarz

Nasz pociąg ma opóźnienie. Czuję to w kościach, brzuchu i śródmózgowiu.
Kiedy jedzie pod górę, koła buksują, zatrzymuje się wtedy i cofa kawałek, by spróbować ponownie.
Dawno nie czułem takiej bezradności. Nie chcę wysiadać. Tą drogą nie jeździ inny pociąg. Poza pociągiem jest tu tylko torowisko i… urwisko.

Nasz pociąg ma opóźnienie. A może wcale nie ma zamiaru dojechać do stacji docelowej?
Czuję, że mógłbym wysiąść ostatnimi drzwiami i pchać go pod najbardziej stromą górę na świecie. Tylko muszę uważać, żeby się nie poślizgnąć…

M.

7.8

•Luty 23, 2010 • Dodaj komentarz

Kiedy ktoś odchodzi szybko, nagle, niespodziewanie, mówi się, że to tragedia. Bo przecież „miał tyle życia jeszcze przed sobą” i tak dalej. Ten ktoś, „gasnąc szybko”nie zdąży nawet pomyśleć, co będzie działo się po jego śmierci. Nie zdąży nawet pomyśleć, że tyle go ominie, tyle mógłby jeszcze zrobić, że ludzie będą mieli to i tamto, w sprzedaży będą różne cuda techniki, a jego ukochana po miesiącu rozpaczy znajdzie sobie innego. Nie zdąży. Zgaśnie nagle i szybko, a jak już odejdzie to jego duszę gówno będzie to wszystko obchodziło. „Szybkie gaśnięcie” (nagłe) kojarzyć się może jeszcze ze schodzeniem ze „sceny”, kiedy czujemy, że nasz czas minął, a czujemy się spełnieni.
Ale tu nie o to chodzi, choć tak bardzo chciałbym rozwinąć myśl i tym przejść do „wypalania się do końca”. No to… po prostu przejdę. Gdy człowiek dożyje swojej starości i czuje się spełniony, nie martwi się, że coś zrobił źle. Ma poczucie dobrze spełnionego obowiązku i z takim poczuciem oddaje się śmierci i dogasa. Ale jeśli czuje, że nie osiągnął tego, co zamierzał, albo co było warto, dogasa w bólu i smutku, bo wie, że mogło być lepiej. A nie jest, bo coś spieprzył.

Nie wiem, czemu o tym napisałem. Po prostu spojrzałem na jakiś cytat w opisie w komunikatorze i zacząłem rozkminiać. I zapisałem. Żyjmy więc tak, abyśmy nie dogasali w smutku, samotności i z kupą problemów, ani też nie gaśnijmy szybko z własnej woli, bo coś spieprzyliśmy i boimy się skutków.
Cieszmy się życiem. Dzielmy się szczęściem. Żyjmy!

M.

Valhalla @Carpe Diem (Katowice), 31 sty 2010

Sjedem.

•Luty 2, 2010 • Dodaj komentarz

Żyję ostatnio w dziwnym napięciu. Ciągle wydaje mi się, że za chwilę pode mną może rozstąpić się ziemia, albo, że ktoś podejdzie do mnie, klepnie mnie po potylicy i burknie: „Phi, naiwniak. Życie wcale nie jest takie fajne, jak ci się teraz wydaje”. W sumie… zdaję sobie z tego sprawę, ale staram się o tym po prostu nie myśleć. To tak, jak z małym dzieckiem, które uważa, że jak zasłoni sobie oczy to go nie widać. Ja odwracam się od niemiłych wspomnień, wszelkiego bólu i całego zła, żeby na mnie nie patrzyło. Dzięki temu o tym wszystkim zapominam, nie myślę i jest łatwiej. Skupiam się raczej na tym, co dzieje się teraz i co chciałbym, żeby się działo. Prowadzę tą łajbę, zwaną moim własnym życiem przez rzekę pełną meandrów, wystających głazów, a nawet wodospadów zważając na wszelakie przeszkadzajki, ażeby nie wypaść za burtę, albo – co gorsza – nie zatopić jej.

W ostatnim czasie zaliczyłem dwie studnióweczki – moją i Sis. Jedna lepsza od drugiej. Dużo śmiesznych sytuacji, dużo dobrej zabawy i ścierania parkietu. Choć po ostatniej sobocie stwierdzam, że wolę być mistrzem kierownicy, niż królem parkietu, to jednak na sylwestrze i mojej studniówce udowadniałem, że jest odwrotnie.
Zasłuchuję się ostatnio w przyziemniejszych klimatach niż osatnio (już nie Quantic, Xploding Plastix, Digitalism, World’s End Girlfriend i inne), a mianowicie w playliście mam cały czas takie nuty, jak Adema (rock podany w inny sposób niż zwykle) i Eldo (którego uwielbiam za trafność tekstów i zawarty w nich przekaz). Adema działa na mnie dziwnie. Najpierw smutek, zmartwienie zamienia na małą agresję, którą potem niweluje, przegania burze z mojego ciała, z mojej duszy i sprawia, że jestem spokojny, a jednocześnie nie potrafię usiedzieć w miejscu.


solówka, 3:22….. mmmmm.

Jest tyle rzeczy, które chciałbym zrobić, ale albo nie mam na to czasu, pieniędzy, albo też coś innego mnie blokuje. Chyba jakieś blokady wewnętrzne. Może strach, może mała niepewność. Choć czuję, że dawno nie żyłem tak dobrze, szczęśliwie i intensywnie…

Uwierzmy i starajmy się… ;)


Pozytywnie! Nie wyłączaj mi tego. W tym, że jest dobrze chyba nie ma nic złego.

no title

•Styczeń 10, 2010 • Dodaj komentarz

Sny z całą pewnością są odzwierciedleniem tego, o czym myślimy w ciągu dnia. Przykład: przez niemal cały przedwczorajszy dzień wchodziłem bokiem w prawie każdy zakręt, trochę podriftowałem. Co mi się śniło? Że rozwaliłem samochód mamy bo nie wyhamowałem na śniegu i walnąłem czołowo inny samochód. Kolejny przykład? Wczoraj podliczyłem pieniążki i się zmartwiłem, bo odłożone miałem na  buty, a ponad połowy już nie mam. Co mi się sniło? Że zatankowałem jakiś samochód po korek i nie miałem jak zapłacić za benzynę. Najlepsze jest to, że to nie był mój samochód.
Odłóżmy sny na bok.

Mieliśmy jechać do Czeskiego Cieszyna. o 8:00 wydawało mi się to nie najlepszym pomysłem, był 1 stopień poniżej zera, a poprzedniego wieczora padał deszcz. Pojedziemy kiedy będzie cieplej. Godzina 12:30 – pruszy śnieg. Pogoda całkiem fajna. Może jednak mogliśmy jechać… Innym razem.

Wczoraj ledwo co wróciłem z próby, na której dogadaliśmy się w sprawie przearanżowania kilku starych kawałków i grania ich w bardziej jazzowo-funkowej oprawie, ledwo zalogowałem się na gg i dostałem pewną propozycję… Nie wiem co zrobię. Z jednej strony chcę grać ten jazz, funk i inne takie temu podobne, które dają mi tyle radości. Z drugiej zaś strony… „Energetyczna jazda po palcach czyli stan pojemny” (tytuł recenzji płyty Valhalli w SOSNarcie – 1/24/2010)..? To może być kolejne ciekawe doświadczenie w moim dosyć nudnym, różnymi rzeczami urozmaicanym życiu. Pomyślimy.

Dziwnie się czuję. Wydaje mi się (a nawet raczej jestem tego prawie pewny), że niektóre rzeczy straciły dla mnie na wartości. Nie wiem czy to dobrze… Czuję czasem jakbym przesypiał życie, jakby ważne chwile uciekały mi między palcami. A może chcę za dużo, chcę wszystkiego na raz? Albo po prostu wykorzystywać każdą chwilę i dawać szanse nam?..
Ale… można przecież inaczej. Może być nadal tak, jak jest teraz. Żyć chwilą, nie planować, tylko troszkę marzyć.

M.

„Komu ufać? (…)
Rozsądkowi, emocjom czy ludzkim ściemom?
Czy wierzeniu, że czasy się zmienią?
Że myśli dojrzeją, że ludzie coś wiedzą ale nie powiedzą?
Że zmieni się świat? (…)”





6.65

•Grudzień 15, 2009 • Dodaj komentarz

Drugi z rzędu wieczór, którego najlepiej nie pamiętać. The End is coming, tak.
Śniło mi się, że wszedłem do sklepu w poszukiwaniu specyfików typu nabłyszczacze kokpitu samochodowego, a sprzedawca zaprosił mnie do środka gdzieś na zaplecze, jak się potem okazało, do swojego mieszkania i spod łóżka wytaszczył jakąś księgę LSD i pokazywał przeróżne znaczki wraz z opisami… Chciałem coś od niego wziąć, ale następnym razem. A potem zjedliśmy u niego zupę i sobie poszliśmy. A potem przenieśliśmy się na studniówkę, na której byłem z.. Ech. Miłego dnia, niech twój będzie lepszy od mojego.

M.

6.64

•Grudzień 13, 2009 • Dodaj komentarz

Czuję się, jakbym w ciągu ostatnich 20 godzin cofnął się w rozwoju, w przemyśleniach, w decyzjach, jakby brakowało mi chęci do rozwoju, do działania, ochoty i siły do życia.
Chyba mogłem się tam wczoraj nie wybierać. Albo coś..

M.


6.63

•Grudzień 10, 2009 • Dodaj komentarz

Wybiła północ.
Dzisiejszy (czyli wczorajszy) dzień to była jedna wielka huśtawka nastrojów.

Zanim rano otworzyłem oczy, wiedziałem już, że będzie dziwnie. Lekcje przespałem, pozowanie do rzeźby przetrwałem, drogę powrotną do domu przespałem… Dobrze, że parę ważnych rzeczy udało się zrealizować.
Jutro kolejny dzień z cyklu tych wielkich. Kładę się spać z uśmiechem na twarzy. Dam radę, no bo jakby inaczej?

PS. Wino smakuje lepiej, kiedy pije się je we dwoje.

M.

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.